Trzeci członek-założyciel

Późną wiosną 2014 roku pojechaliśmy na rozpoczęcie sezonu łososiowego na Mörrum. Silna ekipa: Paweł „Naczelnik”, Robert „Robson”, Maciek „Kołcz” i Wojtek „ Sandaczowy Dziadek”. Dwaj pierwsi – tracący kontakt z rzeczywistością, kiedy można złowić łososia na muchę. Pozostali dwaj – mniej ortodoksyjni, ale otwarci na wszelkie możliwe opcje. Okolice Karlshamn to zaś jeden z wędkarskich rajów...

Legendarna Mörrum, zatoka Pukkavik, gdzie można łowić brodząc z brzegu, pływać na łososiowy trolling, albo wybrać się kajakiem na kamieniste płycizny i łowić na spinning albo muchę szczupaki, których jest tam zatrzęsienie. Program był bardzo ambitny. Pierwsze spotkanie z Mörrum? Mieszane uczucia. Deptak, rewia mody, snobistyczne towarzystwo… Ale kiedy zobaczyliśmy pierwsze „premierowe” ryby… wszystko można znieść, byleby przeżyć spotkanie z ponadmetrowym potworem na końcu muchówki. Jako się rzekło, Paweł i Robson zaciekle przez tydzień atakowali rzekę, nie wiedząc jeszcze, że z każdą chwilą ich szanse maleją. Okazało się, że Mörrum dotknęła tego roku klęska wrzodzienicy. Było bardzo ciepło, co przyśpieszało postep epidemii. Na szczęście ciągnęliśmy ze sobą nowiutką, świeżo odebraną ze stoczni „Baśkę” - „Skyllę 500” wyposażoną do trollingu.

 

nowy czlonek2

Szczęśliwie łososie w zatoce miały się dobrze i morski chrzest „Baśki” zaowocował złowieniem przez załogę Kołcz/Dziadek dwóch pięknych ryb. Biegły w komputerowych zabawach Kołcz opisał jedno ze zdjęć „Grandpa Zander Team”. Ekstremalnie zrobiło się dopiero podczas kajakowej wyprawy Pawła, który wybrał się ze szwedzkim przewodnikiem łowić szczupaki. Był jedynym członkiem ekipy, który nie wymiękł. Reszta wolała go asekurować z pokładu czegoś z napędem mechanicznym. Wiało, a potem już było tylko gorzej… Kiedy ochłonęliśmy, po przewiezieniu „Baśką” pięciu chłopa i dwóch kajaków w prawie sztormowych warunkach, nazwa ewoluowała w ExtremeFishing Team. W ten sposób Maciek dołączył do grona członków - założycieli naszego klubu.

nowy czlonek1