Pytania o szczupaki

O szczupaku napisano już wiele, ale nadal ta ryba potrafi skutecznie zagrać na nosie wędkarzom. Stale też pojawiają się nowinki, które zmieniają dotychczasowe „reguły gry”.

Pytania o sposoby i przynęty na szczupaki stanowią stały punkt dyskusji na naszym www.wmh.pl/forum. Do części z nich odniosłem się miesiąc temu, dziś kolej na pozostałe.

Gdzie szukać szczupaka w rzekach i kanałach?
To temat zawiły i długi jak sama rzeka. Szczupakowi – w przeciwieństwie np. do sandacza – nie trzeba wiele do przeżycia. Esoksowi wystarczy do szczęścia trochę wody i jakaś symboliczna „kryjówka” (nawet pojedyncza witka), przy której będzie czatował na przepływającą ofiarę. W związku z tym w rzekach może być... niemal wszędzie.
Duże rzeki nizinne, takie jak Wisła, Narew, Bug czy Odra, rządzą się swoimi prawami. Tutaj szukam szczupaków w okolicach główek, przy załamaniach nurtu (unikam miejsc z równomiernym szybkim przepływem), a także przy uskokach dna i podmytych skarpach. Te ostatnie są charakterystyczne np. dla Narwi i Bugu i występują w postaci półek iłowych przy samym brzegu. Oprócz tego oczywiście obławiam wszelkie płytkie zatoczki.

Pytania o szczupaki
Kolejnymi miejscówkami, na które warto zwrócić uwagę, są krawędzie napływów na wszelkiego rodzaju przeszkody wodne, takie jak wysepki, rafki, zwaliska itp. Rewelacyjne, zwłaszcza pod wieczór i w nocy, są piaszczyste przykosy, a w szczególności ich kanty. I na koniec opaski, przede wszystkim te rozmyte i uszkodzone przez nurt, najeżone faszyną i z wymytymi kamieniami. Pisałem o nich w WMH nr 102 przy okazji omawiania łowisk jaziowych, a teraz przenosimy się szczebel wyżej w drabinie pokarmowej, bo będziemy łowili ryby, które jaziami się odżywiają.
Ogólnie biorąc, łowiąc szczupaki, trzeba się poczuć jak szczupak: znaleźć miejsce osłonięte od nurtu i zacienione od słońca, w okolicy którego przepłynie jakiś pokarm. W dużych rzekach najchętniej łowię na woblery.
Rzeczki średnie i małe, które odwiedzam np. na Mazurach, to zupełnie inna bajka. Wędkowanie tam to dla mnie superfrajda. Nie szukam okazów, ale namiastki łowów pstrągowych, bo bez skradania się i precyzyjnego prowadzenia przynęt np. między warkoczami roślin się nie obejdzie. Ale bez obaw, szczupak to nie pstrąg czy kleń i spłoszony stosunkowo szybko wraca do żerowania, stąd też łowienie jest znacznie prostsze. Esoks nie jest tu w każdym razie rybą jednego rzutu.
W tego rodzaju łowiskach skupiam się na podmytych burtach brzegowych, gdzie często górna warstwa ziemi jest umocniona korzeniami roślinności nabrzeżnej, a poniżej znajdują się wypłukane przez nurt jamy. Równie dobrymi miejscami są nawisy gałęzi i korzeni drzew, płożących się nad powierzchnią wody, a pod nią skrywających wolne przestrzenie. No i rzecz jasna będą to wszelkiego rodzaju miejsca opisane wcześniej: cienie prądowe i spokojne zatoczki-zastoiska.
Łowiąc tu, unikam przynęt zbrojonych kotwicami. Szczupaki bywają bardzo agresywne, a ja je wypuszczam i szkoda mi bez powodu kaleczyć im pyski ponad potrzebę, tym bardziej że ich wielkość nie wymaga stosowania uzbrojenia o zwiększonej chwytności. Polegam zatem na ogół na zwykłych gumach zbrojonych w pojedyncze haczyki na główkach jigowych.
Kanały, np. Żerański, wymagają jeszcze innego podejścia. Tutaj szukam szczupaków wzdłuż płyt brzegowych, zwłaszcza tam, gdzie są one porozwalane. Dobre są też miejsca dziczejące, gdzie pleni się wodna roślinność stanowiąca potencjalną kryjówkę kaczodziobych. Na otwartej wodzie wystarczy nawet pojedyncza gałąź stercząca z dna, aby ustawił się przy niej szczupak, „udając”, że go zza niej nie widać.

Pytania o szczupaki

Jaka pogoda i pora dnia jest optymalna na szczupaki?


spinningowy węzeł bez węzła gotowyW okresie maj–czerwiec najgorszą pogodą jest taka, przy której... najbardziej się chce iść na ryby. Słońce, brak wiatru i falowania sprawiają, że pobyt nad wodą jest czystą przyjemnością, ale na tym koniec. Ale niech tylko zacznie choć trochę wiać, a woda marszczyć się, sytuacja zmienia się diametralnie. Drapieżniki robią się agresywne, nawet gdy niebo jest pozbawione chmur. Na wodach stojących wiatr (byle nie za silny) jest sprzymierzeńcem wędkarza łowiącego te ryby. Mniej doświadczeni łowcy tego jednak nie rozumieją i gdy tylko trochę powieje, przenoszą się do zacisznych zatok lub na brzegi zawietrzne, gdzie o poważne wyniki trudno, bo wszystkie najbardziej aktywne ryby są wtedy na brzegach nawietrznych, żerując np. na przedpolach rozbujanych trzcinowisk.
Gdybym miał określić swoją wymarzoną majową pogodę, gdy woda jest jeszcze chłodna, byłyby to ciepłe dni z takim zachmurzeniem, przy którym słońce czasami wychodzi zza chmur i nagle prześwietla wodę. No i oczywiście lekki wietrzyk jako warunek konieczny.
Tuż po rozpoczęciu sezonu ryby żerują przez cały dzień. Wstawanie wczesnym rankiem uważam więc za sensowne jedynie wtedy, kiedy mamy do czynienia z wodami poddanymi tak dużej presji wędkarskiej (np. Zalew Zegrzyński), gdzie aby trafić na ryby jeszcze nieprzepłoszone i ustawić łódź w dobrym miejscu, należy być rzeczywiście na wodzie już o szarówce. Z punktu widzenia naturalnego cyklu dnia szczupaka nie ma jednak różnicy, o której godzinie pojawimy się na wodzie.
Inaczej sytuacja wygląda w czerwcu, gdy lato już za pasem, a wysoka temperatura wody zamiast skłaniać ryby do żerowania, wpędza je w letarg. Wtedy szczupaki rzeczywiście najlepiej żerują na przełomie dnia i nocy, czyli o świcie i o zmroku. Nie znaczy to, że w innych godzinach nie połowimy, ale być może nie osiągniemy najlepszych wyników. Wymarzona czerwcowa pogoda na szczupaki to pełne zachmurzenie, deszcz i wiatr.

Jaki jest najlepszy węzeł?
Zarówno żyłki, jak i plecionki najchętniej mocuję do przyponów swego rodzaju agrafką przeznaczoną do wiązania bez węzła. Dzięki temu nie dochodzi tu do osłabienia linki przez zaciśnięcie jej nakładającymi się zwojami supła, a więc zachowuje ona 100% wytrzymałości liniowej. Zapięcie takie można bez problemu kupić w Polsce tak samo jak zwykłe agrafki czy inne drobne akcesoria. Tym, którzy nie są zwolennikami takiego rozwiązania, proponuję stosowanie do plecionek palomara, a jeszcze lepiej – double palomara, który jest po prostu obszerniejszy i lepiej spełnia swoją funkcję. Żyłki zaś można z powodzeniem wiązać najzwyklejszym węzłem spinningowym, szeroko znanym i powszechnie stosowanym. Trzeba jednak pamiętać, że każdy węzeł osłabia linkę, dlatego warto zainteresować się opisanym wyżej rozwiązaniem bezwęzłowym.


węzeł zderzakowy
Czy warto stosować takie wynalazki jak nanofil i fluorokarbon?
Szczupak jest jedyną rybą, w przypadku której nie stosuję kombinacji materiałów, np. plecionki z fluorokarbonem. Takie rzeczy zostawiam sobie na łowienie np. sandaczy, pstrągów czy innych ryb łososiowatych. Na szczupaki w zupełności wystarczy klasyk, czyli linka główna plus przypon ochronny.
No właśnie, co z przyponem z fluorokarbonu? Moje zdanie, poparte praktyką, jest takie, że jego odporność na przegryzanie jest po części mitem, jeśli mówimy o średnicach rzędu 0,25–0,30 mm. Szczupakom, zwłaszcza mniejszym, jest po prostu tylko trudniej go przegryźć. Ale jedna większa ryba potrafi pociąć go na strzępy. Właściwe zastosowanie takich linek jest inne. Przydają się podczas łowienia sandaczy czy pstrągów, ale o tym już kilka razy pisałem, choćby w artykule „Fluorokarbon dla spinningisty” (WMH nr 84), do którego odsyłam szczególnie zainteresowanych tym tematem. Reasumując, cienki fluorokarbon w żadnym razie nie może zastąpić przyponu ochronnego.
O właściwościach ochronnych w stosunku do szczupaczych zębów możemy zacząć mówić dopiero w przypadku przyponów o średnicy 0,6–1 mm. Tej grubości linki są już bardzo sztywne i nie ma mowy o ich wiązaniu. Krętliki i agrafki montuje się na nich za pomocą specjalnych zaciskarek. Grubaśne przypony sprawdzają się dobrze przy jerkowaniu, bo przy takim łowieniu wszelkie bardziej miękkie materiały (z wolframem na czele) skręcają się w sprężynki, a na dodatek wplątują się w kotwice skaczącego na boki jerka.
Jeśli chodzi o nanofil, to w pewnych sytuacjach warto po niego sięgnąć. Przede wszystkim wtedy, kiedy łowimy przy minusowych temperaturach (nie chłonie wody, więc nie zamarza), oraz gdy zależy nam na dalekich rzutach lekkimi przynętami. Nie zawsze łowi się pod nogami zarówno brodząc, jak i z łodzi, nie zawsze też – zwłaszcza w Polsce – jest sens stosować duże i ciężkie przynęty. Modelowy pod tym względem jest czerwiec: ryby są już skłute i ostrożne, a w wodzie jest masa świeżego wylęgu, którym obżerają się nawet duże szczupaki. Nie podejdzie się do drapieżników blisko, bo brodzenie je płoszy. To samo dotyczy podpłynięcia łodzią. W takich warunkach trzeba łowić lekko i zarzucać daleko, a umożliwia to właśnie nanofil, który jest znacznie bardziej gładki od tradycyjnych plecionek, przez co o wiele lepiej „schodzi” ze szpuli kołowrotka i ślizga się przez przelotki.
Wielu wędkarzy po początkowym zachłyśnięciu się tym materiałem zrezygnowało z niego pod zarzutem, że wykonane na nim węzły... rozwiązują się. Przyczyna tego jest jednak prosta: nieodpowiednie lub źle wykonane węzły. Nie wszystkie bowiem się tu sprawdzają (zalecane przez producenta są na ogół opisane na opakowaniu lub w dołączonej na niego ulotce i z tym trzeba się koniecznie zapoznać), no i samo wykonanie powinno być wyjątkowo staranne. Warto się pomęczyć, bo efekty są znakomite.
Jedyną wadą nanofilu jest jego podatność na rozwarstwianie się w okolicy przelotki szczytowej i kabłąka. Tutaj obciążenia są największe, a tarcie – najsilniejsze. Dlatego co jakiś czas trzeba kontrolować stan linki i w miarę potrzeby ją obcinać.

Jak dowiązywać przypon np. z fluorokarbonu?
Do wiązania ze sobą różnych materiałów (np. plecionki z żyłką, nanofilem czy fluorokarbonem) za najlepszy uważam węzeł zderzakowy.

Czy szczupaki da się łowić na poppery?
Oczywiście, że tak. Popper wabi szczupaki bulgotaniem, bańkami powietrza i smużeniem powierzchni. Są jednak inne, o wiele bardziej skuteczne metody i przynęty. Na plus łowienia na poppery trzeba zapisać wyjątkową spektakularność brań szczupaków. Emocje są takie, że warto sobie co jakiś czas pochlapać „popkiem”. Ale uwaga – zestaw trzeba mieć taki, jak do łowienia na mniejsze jerki, czyli sztywną, mocną wędkę. Technika łowienia jest podobna: szarpanie z krótkimi przestojami. Kij dobry do małych i średnich gum zupełnie się tutaj nie sprawdzi.
Rozwijając ten temat, łowienie powierzchniowe jest pasjonującym zajęciem. Zwłaszcza latem na wodach do tego stopnia zarośniętych, że każde odrobinę głębsze poprowadzenie przynęty kończy się zaczepem. Stosujemy tu więc oprócz popperów także pływające jerki, swimbaity, a także muchy spinningowe, niekoniecznie bardzo duże. Z gum zaś warto sięgnąć po zbrojone antyzaczepowo żaby, a także rippery zbrojone główką bez ołowiu lub z hakiem schowanym w wycięciu korpusu. Pisałem o tym już miesiąc temu, teraz więc tylko dodam, że choć nie lubię tego rodzaju przynęt, to sięgam po nie w warunkach, gdy trzeba wabik dosłownie przeciskać między roślinami i skakać nim po grążelach.
Podszarpywanie to w ogóle ciekawy temat. Gdy ryby grymaszą, dobrze jest sięgnąć po specyficznie ukształtowaną gumę z ogonem pozbawionym płetwy, zwężającym się w „igłę”. Uzbrojona w lekką (do 10 g) główkę jest dla szczupaków wybitnie prowokująca na wodach o głębokości od 0,5 do 3 m. Wiele razy ratowała mój wędkarski honor, gdy wszystko inne zawodziło. Wydaje się idealna na przełowione wody. Jej prowadzenie to tylko i wyłącznie podszarpywanie. Łowienie z opadu lub z równomiernym prowadzeniem po prostu tutaj nie działa. Trzeba jednak pamiętać, że zbyt długi hak i zbyt ciężka główka zabijają pracę tego wabika.

A co z przynętami nasączonymi fabrycznie atraktorem?
Nie uważam, aby zapach przynęty spinningowej miał dla szczupaków jakieś istotne znaczenie. Ważniejszy jest ich ruch. Gdy ryby są ospałe, atraktor może pomóc, ale na takie okazje mam ze sobą pojemnik z aromatem do „doprawiania” gum, co do których mam pewność, że pracują odpowiednio. Innymi słowy, kupując gumy, nie sugeruję się ich ewentualnym nasączeniem, tylko pracą i wyglądem.
Podnoszony przez część wędkarzy argument, że gumę nasączoną atraktorem ryby trzymają w pysku dłużej, co ułatwia zacięcie, jest słuszny, ale tylko w przypadku sandacza i okonia. Te dwa gatunki potrafią podejmować z dna „śmierdzacą” przynętę leżącą na nim nieruchomo! Tu więc zapach rzeczywiście może bardzo pomóc. Ale podczas łowów szczupaka nie ma on znaczenia.